Sobotni, leniwy poranek, Ł. robi kakao, włącza telewizor i po chwili ciszy mówi, że samolot spadł, Prezydent nie żyje… Nawet nie zareagowałam bo takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach. Nie tym razem…Niestety…Paraliżujący niepokój…Przecież to niemożliwe…
Mnóstwo informacji, zdjęć, wspomnień, łez i 96 osób, których już nie ma…
Krakowskie Przedmieście….tłumy ludzi, mała dziewczynka macha biało-czerwoną flagą, Pałac Prezydencki w blasku zniczy…z jednej strony zaduma z drugiej piknikowy nastrój, sensacja…
Aby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z krzyża Zmartwychwstanie….
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
Piotr Zaremba (wpolityce.pl)
Wpis p. Piotra Zaremby na portalu wpolityce.pl:
Mój 10 kwietnia. Poznawałem nazwiska przez cały dzień. A dziś wolę wspominać pogrzeby.
Mój 10 kwietnia. Poznawałem nazwiska przez cały dzień. A dziś wolę wspominać pogrzeby.
Piechuła
Sobota od zawsze jest dla mnie okazją do odpoczynku. Po długim tygodniu zawsze śpię parę godzin dłużej, budząc się zazwyczaj w okolicach godziny 10:00. Rok temu było inaczej.
Obudziłem się już przed 9:00, postanowiłem jednak nie wstawać i poleżeć sobie jeszcze trochę. W sypialni słyszałem, że któryś z domowników włączył już telewizor.
Nasłuchując jednym uchem zorientowałem się, że jak zawsze w moim domu, telewizor ustawiony jest na któryś z kanałów informacyjnych. Do mojej świadomości dochodziły strzępki słów osób prowadzących telewizyjny program. „Katyń”, „Prezydent”, „Delegacja”… czyli wszystko to, czego można się było spodziewać w dniu obchodów rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Przewróciłem się na drugi bok i bez specjalnego entuzjazmu nasłuchiwałem dalej.
„Katyń”, „Smoleńsk”, „samolot”, „problem”, Lech Kaczyński”, „katastrofa” – w pierwszej chwili, zaspany, nie wiedziałem do czego odnoszą się te słowa. Zaczęły pojawiać się jednak coraz częściej. Ktoś w domu krzyknął „Prezydent nie żyje!”. Otworzyłem szeroko oczy. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem przed telewizor.
W TVN24 Jarosław Kuźniar informował właśnie, że doszło do tragicznej w skutkach katastrofy. Wojciech Olejniczak zakrywał twarz. Kuźniarowi łamał się głos. Zdębiałem.
Po chwili przyszło otrzeźwienie – to nie sen, stało się coś naprawdę okropnego. Pierwsze zawodowe hipotezy, jakie przyszły do głowy młodemu adeptowi politologowi zaraz po przebudzeniu, zakładały 3 wersje rozwoju wydarzeń: » albo mamy do czynienia z tragicznym wypadkiem, » albo ktoś właśnie wypowiedział nam wojnę, pozbawiając nas jednocześnie całego wojskowego dowództwa, » albo – co wydawało mi się najmniej prawdopodobne – mamy do czynienia z atakiem terrorystycznym na miarę amerykańskiego WTC.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem był telefon do osoby mi najbliższej, do mojej Anki. Pamiętam, że powiedziałem jej co się stało i przedstawiłem swoje przypuszczenia co do możliwych scenariuszy. Anka była w drodze do pracy, kazałem jej więc na siebie uważać i w razie jakichkolwiek problemów dzwonić bezpośrednio do mnie.
Do południa słuchałem napływających informacji. W pewnym momencie odetchnąłem z ulgą – na pokładzie nie było Jarosława Kaczyńskiego. Ale był jego brat, Prezydent Lech Kaczyński wraz z Marią Kaczyńską. Był Gosiewski, był Putra, był Karpiniuk, była Walentynowicz, był Stasiak. Nie wierzyłem. Po prostu nie mogłem uwierzyć.
By wyrzucić z siebie część emocji szybko opublikowałem na swoim blogu notkę żałobną. Aż do wieczora śledziłem wszystkie pojawiające się doniesienia i spekulacje. 4 podejścia, błąd pilotów, Komorowski przejmuje obowiązki głowy państwa. Wreszcie wieczorem wyszedłem z domu.
Pojechałem po Ankę do pracy, nie chciałem by wracała wtedy sama. Po drodze słyszałem co mówią ludzie. Pewnie było wiele słów o gigantycznej stracie i wielkim szoku, było sporo niedowierzania. Jestem przekonany, że tak właśnie było, ale jest jakoś tak, że w pamięci pozostają nam najdłużej rzeczy najstraszniejsze. Pamiętam młodą dziewczynę, w wieku ok. 18 lat, która przez telefon mówiła do kogoś: „Słyszałaś co się stało w Rosji? No, wreszcie, nie? Musimy to oblać, ha ha ha”.W pamięć wbił mi się także obraz dwóch chłopaków, którzy na cały głos wyrażali swoje niezadowolenie: „Jak to?! Kaczor umarł i przez to ma być zamknięty sklep?! Pffff…”
Po powrocie do domu i pobieżnym przedyskutowaniu sytuacji z Anką pojedliśmy decyzję – następnego dnia z samego rana jedziemy do Warszawy.
Z podróży 11 kwietnia pamiętam znicze palące się na stacji we Włoszczowie, ku czci Przemysława Gosiewskiego.
Pamiętam tłumy ludzi, kwiaty rzucane na ulicę Marszałkowską i niesamowity spokój, pełną godności ciszę, wręcz niewyobrażalną w takim tłumie.
Pamiętam też karawanę. Pamiętam trumnę z Prezydentem Rzeczpospolitej Lechem Kaczyńskim. Można powiedzieć, że to wtedy ostatni raz widziałem tego wielkiego człowieka.
Taki był mój 10 kwietnia – dzień, który trwał dłużej niż dobę.
---------
Wpis pierwotnie opublikowany na:
http://piechula.nowyekran.pl/post/9917,moj-10-kwietnia
Odtworzony tutaj za zgodą Autora.
Gelsomino
Dokładnie rok temu siedzieliśmy w 'mleczarni' i co jakiś czas z naszych piersi wydobywało się kontrolne 'aaaah'. Nadgodziny oznaczały,że trzeba było w sobotę wstać skoro świt (jak w tygodniu)i wlepiać swe oczy w mikroskop produkując precyzyjnie i jak najbardziej według sop (i tak Wam to nic nie powie). Cichy szum maszyn przerwał 'bzyczek' w Czekoladowym telefonie.
Niepokój.
Emigranci nie lubią telefonów z Polski wczesnym ranem (późne godziny wieczorne też bardzo niepokoją). Niespodziewany telefon z Polski zazwyczaj oznacza,że nazajutrz lub jeszcze tego samego dnia jedzie się zapłakanym na lotnisko a po powrocie nie uśmiecha się zbytnio i nie 'dyskutuje o tańcu z gwiazdami'.
Czekolada wyszła dyskretnie do toalety (mobile phones prohibited), by po chwili wrócić a dziwny wyraz jej twarzy pozwolił nam przypuszczać, że jednak coś się stało.
Moja pierwsza reakcja? Śmiech. Serio. Myślałam,że to jakiś kawał czy coś. Nasze gorączkowe pytania, większość 'pobiegła' skontaktować się z rodziną, przyjaciółmi. Smsy od Jaśmina i wiadomości w rte2fm. Pytania naszych tubylek 'co? gdzie?jak?' i...'dlaczego tyle ważnych osobistości leciało w jednym samolocie?'.
Kondolencje złożone nam przez jakiegoś bardzo miłego pana 'z biura', księga kondolencyjna w 'ratuszu' i polsko-irlandzka msza. Życie przez dłuższy czas skupione wokół tv i bieżących wiadomości.
Nigdy nie piszę tu o polityce bo to nie moja 'bajka'. Polityków nie znoszę, polityki nie rozumiem a raczej rozumiem jako 'jak szybciej i lepiej nachapać się kosztem podatnika'. Szkoda mi każdego, kto stracił kogoś bliskiego . Wiem jaki to ból i jak ciężko potem posklejać życie na nowo.
-------
Post opublikowany także na blogu Autorki
Niepokój.
Emigranci nie lubią telefonów z Polski wczesnym ranem (późne godziny wieczorne też bardzo niepokoją). Niespodziewany telefon z Polski zazwyczaj oznacza,że nazajutrz lub jeszcze tego samego dnia jedzie się zapłakanym na lotnisko a po powrocie nie uśmiecha się zbytnio i nie 'dyskutuje o tańcu z gwiazdami'.
Czekolada wyszła dyskretnie do toalety (mobile phones prohibited), by po chwili wrócić a dziwny wyraz jej twarzy pozwolił nam przypuszczać, że jednak coś się stało.
Moja pierwsza reakcja? Śmiech. Serio. Myślałam,że to jakiś kawał czy coś. Nasze gorączkowe pytania, większość 'pobiegła' skontaktować się z rodziną, przyjaciółmi. Smsy od Jaśmina i wiadomości w rte2fm. Pytania naszych tubylek 'co? gdzie?jak?' i...'dlaczego tyle ważnych osobistości leciało w jednym samolocie?'.
Kondolencje złożone nam przez jakiegoś bardzo miłego pana 'z biura', księga kondolencyjna w 'ratuszu' i polsko-irlandzka msza. Życie przez dłuższy czas skupione wokół tv i bieżących wiadomości.
Nigdy nie piszę tu o polityce bo to nie moja 'bajka'. Polityków nie znoszę, polityki nie rozumiem a raczej rozumiem jako 'jak szybciej i lepiej nachapać się kosztem podatnika'. Szkoda mi każdego, kto stracił kogoś bliskiego . Wiem jaki to ból i jak ciężko potem posklejać życie na nowo.
-------
Post opublikowany także na blogu Autorki
Wojtek
To była zwykła sobota. Wstaliśmy wcześnie (to normalne przy dzieciach). Agata z młodą miały wizytę u dentysty, wybrały się, poszły na tramwaj. W telewizorze poranek TVN24 z Kuźniarem, kończę śniadanie. Odpaliłem komputer, pogapić się, co tam na fejsie, twitterze, onecie. W "okienku" pojawia się żółty pasek ... "problemy techniczne samolotu" - nie no znowu ? Pewnie zaraz zaproszą tego eksperta "przy kości" i będą się pastwić nad tym, że kolejne ekipy nie kupiły nowych maszyn. Historia sprzed paru tygodni (miesięcy ?) jak delegacja nie mogla wylecieć z jakiegoś zadupia z powodu problemów z tym złomem (TU154). Wtedy też byli eksperci i maglowali ten wątek. Przypominam sobie jak się wtedy zastanawiałem co by było gdyby taki samolot się rozbił po starcie, kto by za to odpowiedział co by się działo w państwie, i te wszystkie procedury, chyba nigdy wcześniej nie używane... Przełączam na "info" tam obrazki z Katynia, ludzie czekający na rozpoczęcie obchodów, komentarze, historycy pełen spokój. Wracam na TVN24, atmosfera się napina, nagle okazuje się że to nie "Jak" z dziennikarzami tylko tupolew, nikt nie przeżył, Olejniczak płacze, Tadlę przebierają na ciemno, czytają listę nazwisk... Gubernator obwodu - "nikt nie przeżył". Dzwonię do żony, ona jeszcze w tramwaju mówię "rozbił się samolot prezydenta, nie żyją, leciał też ten... pamiętasz on był.... Jezu, Maciej Płażyński (mieszka niedaleko) on też ? Przecież ci nieświadomi ludzie jadą w tym tramwaju nieświadomi niczego - to niemożliwe. Dzwonię do Mamy, też nic nie wie ... nie może uwierzyć, właśnie wstała. Staram się dowiedzieć jak najwięcej, RT, paski, CNN, BBCworld, wszyscy już wiedzą - tragedia, obrazki ze Smoleńska. Docierają do mnie komentarze niektórych w stylu "dobrze im tym darmozjadom", "szkoda że ich nie było więcej na pokładzie" - normalne polskie piekło. W tv: obrazki prezydenta już nie-kartofla, prezydentowej, tych wszystkich ludzi. Grobowe miny polityków, publiczny płacz, żałoba w mediach, te grafiki, oprawa muzyczna, wycofanie ze sporów, nieukrywana analogia do okresu śmierci papieża. 10.04 pierwszy raz pomyślałem o tym, że platforma może nam zagrażać przejmując całkowicie władzę w państwie. Takie są moje wspomnienia z 10.04.10.
Monika
Wspomnienie, lecz już prawie zatarte.
Tego dnia wstałam wcześniej niż zwykle - około ósmej. Jak zawsze zaczęłam dzień od sprawdzenia poczty i posłuchania ulubionej muzyki. Nie pamiętam co słuchałam, to nie ważne. Nie pamiętam także konkretnej godziny, gdy przyszedł do mojego pokoju ojciec. Powiedział mi, że był wypadek. Pierwsza chwila pochłonęła myśli, że chodzi o kogoś z rodziny, lecz nie. Te myśli znikły, gdy powiedział o wiadomościach. Podejrzewam, że było już po dziewiątej. Pamiętam jak czytając pierwszy z komunikatów, zapamiętałam godzinę 9.20. Śledziłam kolejne, przyglądałam się obrazom. Przyszła moja mama, ludzie w sklepach byli zakłopotani. Relacje rodziców, ich splatające się słowa. Zdałam sobie sprawę, że przeżywam ułamek historii Polski. Następnie włączyłam kilka stron internetowych, pomyślałam o szybkości internetu. Nic to nie dało, tam było tyle samo szczegółów co w telewizji. Ten dzień okazał się niecałkowicie inny od pozostałych, po prostu dziwny. Detale napływające do mnie z każdej strony, te nazwiska. Dziennikarze je czytające. Sprawdzanie czy wszyscy zginęli. To był nie tylko dzień, ale i pierwszy miesiąc niesamowitych zdarzeń. Nie wiem co o tym sądzić. To wydarzenie, ten dzień zmienił moje poglądy polityczne. Komentarze od innych ludzi, ich reakcje, płacz. To zrobiło na mnie wrażenie. Noc była taka jak dzień, niespokojna i w pewien sposób przepełniona oczekiwaniami. Jakimi? To wiedziałam, że pokaże czas...
Tego dnia wstałam wcześniej niż zwykle - około ósmej. Jak zawsze zaczęłam dzień od sprawdzenia poczty i posłuchania ulubionej muzyki. Nie pamiętam co słuchałam, to nie ważne. Nie pamiętam także konkretnej godziny, gdy przyszedł do mojego pokoju ojciec. Powiedział mi, że był wypadek. Pierwsza chwila pochłonęła myśli, że chodzi o kogoś z rodziny, lecz nie. Te myśli znikły, gdy powiedział o wiadomościach. Podejrzewam, że było już po dziewiątej. Pamiętam jak czytając pierwszy z komunikatów, zapamiętałam godzinę 9.20. Śledziłam kolejne, przyglądałam się obrazom. Przyszła moja mama, ludzie w sklepach byli zakłopotani. Relacje rodziców, ich splatające się słowa. Zdałam sobie sprawę, że przeżywam ułamek historii Polski. Następnie włączyłam kilka stron internetowych, pomyślałam o szybkości internetu. Nic to nie dało, tam było tyle samo szczegółów co w telewizji. Ten dzień okazał się niecałkowicie inny od pozostałych, po prostu dziwny. Detale napływające do mnie z każdej strony, te nazwiska. Dziennikarze je czytające. Sprawdzanie czy wszyscy zginęli. To był nie tylko dzień, ale i pierwszy miesiąc niesamowitych zdarzeń. Nie wiem co o tym sądzić. To wydarzenie, ten dzień zmienił moje poglądy polityczne. Komentarze od innych ludzi, ich reakcje, płacz. To zrobiło na mnie wrażenie. Noc była taka jak dzień, niespokojna i w pewien sposób przepełniona oczekiwaniami. Jakimi? To wiedziałam, że pokaże czas...
Lech Wigierski
Włączyłem radio, śniadanie polityków w trójce. Robiąc porządki w warsztacie, usłyszałem nagle, jak prowadząca z niedowierzaniem mówi o katastrofie prezydenckiego samolotu. Puścili muzykę, żeby potwierdzić informacje.
Redaktorka zaczęła czytać listę pasażerów: Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Maria Kaczyńska... usiadłem ciężko na krześle i wypowiedziałem na głos: ZAMACH. Pobiegłem do domu, obudziłem żonę, włączyłem telewizor, usiadłem w fotelu i zacząłem "uczestniczyć" nocami na Krakowskim Przedmieściu. Stwórca jednak oszczędził Jarosława, tylko on może jeszcze powiedzieć narodowi: gdzie sufit, gdzie podłoga. Musimy go chronić, został jedyny odnośnik przyzwoitości tej rangi. Jak zabraknie Jarosława, zostanie nam żyć z Bolkiem i Olkiem i koziołkiem Matołkiem.
Redaktorka zaczęła czytać listę pasażerów: Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Maria Kaczyńska... usiadłem ciężko na krześle i wypowiedziałem na głos: ZAMACH. Pobiegłem do domu, obudziłem żonę, włączyłem telewizor, usiadłem w fotelu i zacząłem "uczestniczyć" nocami na Krakowskim Przedmieściu. Stwórca jednak oszczędził Jarosława, tylko on może jeszcze powiedzieć narodowi: gdzie sufit, gdzie podłoga. Musimy go chronić, został jedyny odnośnik przyzwoitości tej rangi. Jak zabraknie Jarosława, zostanie nam żyć z Bolkiem i Olkiem i koziołkiem Matołkiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)